To bardzo szybki i prosty obiad najlepszy na gorące dni.


  • makaron spaghetti (najlepiej bezglutenowy)
  • kostka twarogu (na dwie osoby 200-250gr)
  • odrobina mleka lub śmietany
  • prażone pestki słonecznika, sezam i płatki migdałow

Ostatnio znalazłam w biedronce bardzo fajny bezglutenowy makaron z kukurydzy. Może nie powinniśmy go jeść zbyt często ale dla bezglutenowców to całkiem fajne rozwiązanie. Spaghetti oczywiście można zrobić także z innego makaronu.




Gotujemy makaron. W tym czasie twaróg mieszamy z mlekiem aby uzyskać miękką konsystencję. Dla tych co nie boją się cukru, można dosypać do twarogu pół opakowania cukru waniliowego. Na wyłożony makaron do miski wrzucamy twaróg i posypujemy prażone pestki, sezam i płatki migdałów. Można także dodać inne orzechy lub żurawinę.





  • 1 banan
  • 2 jajka
  • 4 łyżki płatków owsianych
  • 2 łyżki jogurtu naturalnego



Banana kroimy do miseczki w cienkie plasterki lub kosteczkę, możemy widelcem lekko go zdusić. Wbijamy dwa jajka, płatki owsiane i jogurt. Wszystko mieszamy widelcem. W międzyczasie możemy już ustawić patelnię na ogniu, do której wlewamy troszkę oliwy. Gdy patelnia jest już gotowa, wrzucamy całą papkę i przykrywamy.


Omleta najlepiej robić na małym ogniu pod przykryciem. Ale ja robię go czasem na dwa sposoby. Pierwszy - smażymy go na bardzo malutkim ogniu tak długo, póki nie stężeje i będzie gotowy aby go przewrócić. Wtedy wygląda najładniej i trzyma się w całości. Jednak w tym czasie jajka zdążą dosyć stwardnieć a jogurt wyparować i omlet nie jest już taki "mokry". Często z braku czasu na czekanie, robię go troszkę w szybszy sposób. Wrzucam na patelnię na troszkę większy ognień, ale nadal nie za duży i smażę go przez parę minut. Jest za miękki aby go przewrócić w całości, więc rozdzielam go na cztery części i przewracam każdą z osobna. Zapewne znajdziecie sami swój sposób. Jakkolwiek go nie obsmażysz jest pyszny i pożywny. Ilość płatków i jogurtu możesz zmieniać do woli. Yummy!


Wiosna kwitnie, słońce świeci co raz częściej, a w warzywniakach co raz więcej kolorów. Jak patrze na te wszystkie przepyszne owoce i warzywa to od razu przed oczami mam SOK! ŚWIEŻY SOK! Yummy!


Nie wiem jak wy, ale ja już o tej porze roku prawie codziennie pije świeżo wyciskany sok. I jako że jestem maniaczką wszystkiego co słodkie to uwielbiam słodkie soki. Oczywiście wiem, że im słodszy sok, tym jak dla mnie pyszniejszy, ale nie koniecznie zdrowy dla mego ciała. Dlatego staram się trzymać odpowiednie proporcje, by mój organizm nie był zaatakowany olbrzymią ilością fruktozy, ale raczej pożywnymi witaminami, minerałami i enzymami.

Zobacz jakie błędy zdarza nam się popełnić przy ich robieniu. Oczywiście nawet jeśli popełniasz któreś z nich, ale jednak ciągle pijesz soki, to jest to lepsze niż nie picie ich w ogóle.


1. Za dużo słodkich owoców i warzyw.

Wyciskanie soku jest niesamowitym sposobem na wprowadzenie substancji odżywczych do organizmu, ponieważ są wchłaniane bezpośrednio do krwiobiegu. Daje ciału bezpośredni strzał z witamin, minerałów i enzymów. Jednym z najczęstszych błędów, zwłaszcza nowych osób w wyciskaniu soków jest dodanie zbyt dużo owoców. Chociaż owoce są wypełnione witaminami i minerałami, mogą również przeładować twoje ciało dużą ilością cukru w ​​postaci fruktozy.
A sami wiemy, że fruktoza nie jest najlepsza dla naszego ciała. Jest to między innymi jeden z wrogów, który nie pomaga nam zwolnić procesu starzenia. A jeśli uprawiasz sport, lub zajmujesz się dietetyką, sam wiesz jak działa na nas taka duża ilość cukru.

I nie chodzi o to by nie dodawać owoców do soków. Ale za dużo fruktozy może spowodować nagły wzrost poziomu cukru we krwi, co nie jest dobre dla stabilności energii  oraz osób cierpiących na Candida czy cukrzycę.
Jeśli jest Ci trudno przełknąć smak soków warzywnych, spróbuj dodać cytrynę lub limonkę  do codziennej mikstury, ponieważ mają one niską zawartość cukru i mocny smak.


2. W Twoim soku brakuje zielnego.

Kluczem do zdrowych soków warzywnych jest to, aby zielone warzywa były większą częścią soku, gdyż to właśnie one zawierają najwięcej wartości odżywczych. Zielone warzywa i liście mają w sobie dużo chlorofilu, który pomaga w oczyszczaniu krwi, dotlenieniu organizmu i poprawieniu krążenia. Bardzo przydatne jest to przy oczyszczaniu organizmu a w rezultacie daje niesamowity naturalny zastrzyk energii!

Pij słodki sok jako rarytas, a przez większość czasu trzymaj się raczej zielonych. Niektórym z was może wydać się to dziwne, ale przez sokowirówkę można przecisnąć wiele zielonych warzyw. Między innymi jarmuż (popularny w sezonie letnim - jako bomba chlorofilu), ogórka, seler, natkę pietruszki, buraka liściowego, kapustę, szpinak, sałatę rzymską i inne sałaty.


3. Pijesz go w nieodpowiednim momencie dnia.

Jeśli chcesz wyciągnąć jak najwięcej ze swojego zdrowego soku, pij go na czczo. Dlaczego? Twój organizm będzie w stanie wchłonąć wszystkie niesamowite składniki odżywcze soku szybciej i użyje najmniejszej ilości energii w procesie jego trawienia.

Sok nie jest zastępstwem posiłku. Ma to być dodatkowy bonus dobroci dla Twojego ciała,  aby zapewnić mu optymalne zdrowie. Najlepiej wypij sok z samego rana na pół godziny przed śniadaniem. Pamiętaj by nie pić go późnym popołudniem lub wieczorem, gdyż wtedy twój organizm nie będzie miał czasu na strawienie takiej ilości witamin przed snem.


4. Nieodpowiednia wyciskarka.

Najprawdopodobniej używasz standardowej sokowirówki. Jednak najlepszym rozwiązaniem jest specjalna prasa do wyciskania owoców i warzyw. Tak zwana hydrauliczna sokowirówka, która jest używana w Terapii Gersona (Cold Press Juicer). Wyciska ona z warzyw co najlepsze i zachowuje wszystkie enzymy, które giną w dużej ilości podczas odwirowywania soku w zwykłych sokowirówkach. Ale niestety większość z nas nie chce wydawać kilka tysięcy złotych na takie maszyny.

Jeśli nie masz sokowirówki tłoczonej na zimno, to też jest ok! Pamiętaj, że każde wyciskanie soku jest lepsze niż żadne!


5. Nie pijesz soku od razu po zrobieniu.

Wiemy, że wyciśnięcie wielkiego dzbanka soku i picie go przez dwa dni jest wygodniejsze, niż robienie go codziennie. Jednak korzyści jakie mamy z wypicia go od razu po zrobieniu są warte poświęcenia codziennie na to kilku minut. Staraj się wypić swój sok w ciągu 15 minut od wyciśnięcia. Po 15 minutach światło i powietrze zniszczy wiele składników odżywczych, a wszystkie niesamowite przeciwutleniacze zaczną tracić siłę działania.

Jednak jeśli ciągle brakuje ci na to czasu i nie możesz wypić soku od razu, przelej go do ciemnego, szczelnego pojemnika i trzymaj w lodówce. Staraj się zużyć go w ciągu 24 godzin. Nie będzie to tak bardzo odżywczy sok jak świeży, ale to wciąż lepiej niż nie picie soków w ogóle.

6. Wyciskasz warzywa i owoce z pestycydami.

Jak wiadomo dużo z nich zawiera teraz pestycydy i inne chemikalia. Najlepiej by było jakbyś mógł kupować zawsze organiczne warzywa i owoce, ale niestety nie zawsze możemy sobie na to pozwolić. Dlatego warto pamiętać, które z nich są najbardziej skażone pestycydami.


7. Wypijasz swój sok w 3 sekundy.

Nie jest to trunek, który powinno wypijać się jak kieliszek wódki. Powinieneś usiąść i na spokojnie w relaksie wypić sok. Możesz przytrzymać go w buzi przed połknięciem. Pozwala to twoim enzymom trawiennym rozpocząć pracę, które przetrawią szybciej wypity sok. Nasz żołądek i układ trawienny są bardzo wrażliwe. Jeśli w pośpiechu wypijasz swój sok twoje ciało czuje się, jakby było w stanie walki lub ucieczki. Nie wpływa to najlepiej na proces trawienia i wchłaniania składników pokarmowych. Usiądź, take your time i ciesz się sokiem w stanie relaksu.

8. Nie pijesz soków w ogóle!

Może nie zdajesz sobie sprawy ile energii, minerałów, witamin, niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, węglowodanów i białka dostarczają takie soki twemu ciału! Uczyń wyciskanie soków częścią codziennej rutyny a poczujesz różnicę, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Można zauważyć, że cera oczyszcza się i ma naturalny blask, a także, że układ odpornościowy staje się silniejszy. Nie wierzysz? Nie musisz. Kto będzie chciał zadbać o potrzeby swego ciała na pewno spróbuje :) Yummy!

Źródło: HFC

Kolejna wariacja na temat kaszy jaglanej! Mając świadomość o jej zdrowotnych właściwościach smakuje jeszcze lepiej ;)

Budyń z kaszy jaglanej z bananami i wiórkami kokosowymi

Składniki:

  • 3 łyżki kaszy jaglanej zmielonej w młynku
  • 6 daktyli
  • 3 łyżki wiórek kokosowych
  • 1 duży banan
  • pestki słonecznika do posypania lub inne dodatki

1. Daktyle zalewamy wrzątkiem tak aby woda je przykryła
2. Oddzielnie zalewamy pestki
3. Do rondelka wsypujemy kaszę jaglaną i dodajemy 1,5 szklanki wody lub mleka roślinnego. Wsypujemy wiórki i gotujemy aż płyn wyparuje. W międzyczasie mieszamy aby się nie przypaliło. Odstawiamy aż ostygnie
4. Do blendera wrzucamy daktyle, pokrojone banany i ugotowaną kaszę. Miksujemy na gładką masę. Jeśli zachodzi potrzeba dodajemy więcej wody lub mleka.
5. Przekładamy do miseczki i dekorujemy pestkami lub innymi ulubionymi dodatkami.

Przyznaję, że byłam zachwycona tym smakiem. Z pewnością to danie zagości w moim menu na dobre. Będę poszukiwała więcej jaglankowych kombinacji ;)

Obowiązkowo spróbujcie!



Ostatnio wysłuchaną audycję na temat wiosennego oczyszczania organizmu wzięłam na poważnie i zaczęłam wcielać w życie pewne istotne nawyki odżywiania tj. picie wody z cytryną czy spożycie większej ilości kaszy jaglanej, które działają odkwaszająco na nasz organizm. Zaczynam od śniadanka.

Jaglanka z bananem i daktylami

Składniki na 1 porcję:

  • 4 łyżki kaszy jaglanej
  • 5 daktyli
  • 1 banan
  • 1,5 szkl wody


Kasze jaglaną płuczemy pod bieżącą zimną wodą na siteczku i wrzucamy do gotującej się wody. Dodajemy pokrojone daktyle. Gotujemy na małym ogniu, aż do wchłonięcia wody. Kaszy nie ma potrzeby mieszać, ale trzeba pilnować, żeby się nie przypaliła. Gdy gotowa, dodajemy zgniecionego banana, mieszamy i jemy. Smacznego ;)





Przepis skradłam mamie, która dostała go od swojej dietetyczki. Ta potrawka po prostu rozpływa się w ustach. Musiałam go mieć!

wegańskie pomidory z cieciorką

Składniki:

  • puszka cieciorki
  • puszka krojonych pomidorów w zalewie
  • 2 cebule drobno pokrojone
  • łyżeczka: kminu rzymskiego, kminku, kolendry w połówkach 
  • 1/4 łyżeczki chilli 
  • sól i pieprz do smaku
  • trochę oliwy
Rozgrzewamy oliwę na patelni. Wrzucamy kmin, kolendrę, kminek i podsmażamy chwilę. Dodajemy cebulę i mieszamy, smażymy aż się zeszkli. Dodajemy cieciorkę, pomidory, chilli oraz pół szklanki wody. Gotujemy ok 10 min, aż woda odparuje. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Mówię Wam - palce lizać!

Makaron spaghetti ostatnio króluje u mnie w kuchni. Nie wiem dlaczego akurat właśnie te niteczki zdobyły moje serce, ale jak już coś je zdobędzie to na dobre ;)


Do tego dania zazwyczaj zużywam resztek warzyw co mi zalegają w lodówce. Więc praktycznie do tej potrawy można użyć wszystkiego. W tym wypadku było na sos złożyły się:

  • pół brokuła
  • 2 starkowane marchewki
  • 1/4 pokrojonej papryki
  • kilka plastrów cukinii
  • pół skrojonej cebuli
  • 1 ząbek zduszonego czosnku
  • puszka krojonych pomidorów w zalewie
  • trochę oliwy
  • pieprz, sól i inne ulubione przyprawy

Na oliwie podsmażam cebulę.  Po chwili dodaję skrojony brokuł i zalewam wodą. Duszę. Jeśli woda wyparuję, dodaję jej trochę więcej. Po około 10 minutach dodaję paprykę, czosnek i dodaje pomidory z puszki. Jeśli sos jest za gęsty dodaj trochę wody. W międzyczasie dodaj cukinię. A pod sam koniec starkowaną marchew i przyprawy. Zamieszaj od czasu do czasu. Dodaj wody jeśli potrawa zaczyna przywierać do dna patelni. Duś do momentu aż warzywa będą miękkie.

No i oczywiście nie zapomnij ugotować makaronu. Pyszotka ;)





Wrapik. Bardzo prosta sprawa. Robimy swój ulubiony farsz warzywny i zawijamy w placek pszenny tzw. wrap, który dostępny jest w każdym większym supermarkecie. 

Do farszu zazwyczaj używam jakichś resztek warzyw pozostałych w lodówce. Podsmażam na patelni drobno pokrojoną cebulkę z pieczarkami. Potem podlewam wodą i dodaję brokuł, paprykę, drobno pokrojone, starkowaną marchewkę i cukinię. Wszystko duszę do miękkości i doprawiam do smaku ulubionymi przyprawami. Farsz można śmiało wymieszać z jakąś kaszą. 
Następnie zawijam mieszankę warzywną w placek i podsmażam przez chwilę na patelni. I gotowe :)



Leżał u mnie w szufladzie przez kilka lat i nigdy go nie użyłam. Ba! Wstyd przyznać, ale nie byłam pewna do czego służy. Dopiero jak trafiłam na ten przepis oświeciło mnie! Ale tak mocno, że od razu pobiegłam do sklepu po ziemniaki... Mowa oczywiście o wykrawaczce.




Miałam tylko pięć ziemniaków, pracy przy tym trochę więcej, ale myślę, że warto chociażby dla samego efektu. Czyż te serduszka nie są słodkie? Procedura jest dosyć prosta, aczkolwiek dosyć pracochłonna. Raz do roku można, chociażby na walentynki.

Składniki:
  • 5 dużych ziemniaków
  • 1/4 szklanki  oliwy
  • 2 łyżeczki kminku
  • 1 łyżeczka papryki
  • 1 łyżeczka pierzu
  • sól do smaku

Przygotowanie:
  1. Robimy marynatę. Przyprawy mieszamy z oliwą i odstawiamy
  2. Ziemniaki obieramy, kroimy w pół centymetrowe plastry i wykrawamy kształty. Pozostałe resztki kartofli, można ugotować i zrobić z nich pure.
  3. Piekarnik rozgrzewamy do 180˚C
  4. Serduszka wykładamy na blachę i zalewamy marynatą, dokładnie mieszamy
  5. Wstawiamy do piekarnika na ok. 30 min. Po 15 min delikatnie  mieszamy, aby nie przywarły za mocno do blachy
  6. Wyjmujemy i jemy.

Jeśli ktoś z Was nie przepada za kminkiem, śmiało można zastąpić go ulubioną mieszanką ziół.






    Jak jem owoce, to zazwyczaj w formie płynnej. Gryźć mi się nie chce. Banan i persymona są wyjątkiem. Mogę je połykać w całości, bo są takie mięciutkie. Jednak tym razem miałam ochotę zaszaleć. WOW. Pokroić owoce i wymieszać z takim przepysznym i słodkim sosem bananowym. To było naprawdę pożywne śniadanie. Oto moja kombinacja.



    Obsługiwane przez usługę Blogger.